Promocja

zobacz wszystkie

Nikifor
Polski malarz łemkowskiego pochodzenia, przedstawiciel prymitywizmu.
Nikifor jest być może jednym z bardziej zadziwiających polskich twórców. Żył samotnie, w nędzy i przez większość życia uważany był za upośledzonego psychicznie kalekę. Mówił bełkotliwie i niewyraźnie, nieustannie był pochłonięty pasją malarską. Talent artysty jako pierwszy odkrył ukraiński malarz, Roman Turyn. Nikifor był samoukiem ale niewątpliwie został przez naturę obdarzony nadzwyczajnym talentem malarskim. Znawcy sztuki mówią wręcz o jego „fenomenalnej intuicji malarskiej”, pozwalające mu szybko, bezbłędnie i idealnie dokonywać zestawień kolorystycznych. W palecie Nikifora tkwi jedna z największych wartości jego sztuki, uznana przez wszystkie akademickie autorytety.

W malarstwie Nikifora zestawienia barw są niezwykle wyszukane i subtelne. Nigdy nie posługuje się on papuzią kolorystyką, typową dla wielu "naiwnych". Nie dekoruje płaszczyzny plamami barwnymi, lecz umieszcza kolor wewnątrz obrazu, w głębi oddalającej się przestrzeni. Wraz z oddaleniem - barwy gasną. Obraz nie jest - jak to zwykle w sztuce "naiwnych" - opowieścią, szczegół po szczególe, o tym, co artysta chce nam pokazać, nie jest wyliczaniem przedmiotów i osób, lecz przedstawieniem jednolitej, logicznie zbudowanej całości świata. Poruszając się w dość wąskiej gamie barwnej, Nikifor jest mistrzem w przestrzennym usytuowaniu koloru. Można powiedzieć - jest wielkim kolorystą.

“Obrazki moje na zawsze po mnie zostaną. A są inne od innych, bo są moje własne. Proszę, przypatrzcie się im bliżej”. Cóż to za zagadkowa prośba? Karteczkę z tymi słowami możemy odnaleźć obecnie w muzeum Nikifora, w jego ukochanej Krynicy. Artysta nie miał łatwego życia. Po matce, która wychowywała go samotnie, w wielkiej biedzie i poniewierce, Nikifor odziedziczył wadę słuchu i wymowy. Osierocony podczas I wojny światowej, nie umiejący porozumieć się z otoczeniem, traktowany był początkowo przez krynicką społeczność jako odmieniec, wciąż go poniżano i wyśmiewano. Po wielu latach wysłuchiwania jedynie jego „bełkotu”, malarza zaprowadzono do laryngologa, gdzie zdiagnozowano mu wrodzoną wadę – przyrośnięty język, co nieodwracalnie utrudniało mówienie. Nikifor przez całe życie był pochłonięty pasją malarską. Nawet kiedy po wielu latach jego specyficzny styl zaczął być powszechnie doceniany tak samo, jak poprzez kilkadziesiąt poprzednich lat wędrował codziennie z drewnianą walizeczką „do pracy”, na krynicki deptak, bo w jego życiu nic nie liczyło się tak jak malarstwo. Była to czynność konieczna i święta, która określała cały sens jego egzystencji.
Jego sposób malowania był jednak dość szczególny. Na początku malował głównie szkolnymi farbkami na skrawkach papieru, okładkach ze szkolnych zeszytów, czy na pudełkach po papierosach. Farbki rozcieńczał własną śliną, co czasem wzbudzało u ludzi odruch dreszcz wstrętu, a u miejscowych, którzy dodatkowo wiedzieli, że choruje na gruźlicę, obawę o przeniesienie choroby do ich domów. Z tego powodu jego obrazki często niszczono i tylko nieświadomi choroby mistrza i jego techniki malarskiej turyści, powodowani pięknymi kolorami i litością nad nędzą artysty, kupowali obrazki za symboliczną cenę nie większą niż kilka złotych. Kiedy poznano się na talencie Nikifora jego sposób malowania przybrał nieco inną formę. Gdy ktoś chciał zamówić od niego obrazek najpierw wybierał kawałek papieru lub tektury, potem na odwrocie pisał cenę: 100 zł lub 50 zł, a gdy została zaakceptowana przybijał pieczęć z napisem „Nikifor-Matejko” (pseudonim nadany przez miejscowe dzieciaki) i dopiero wtedy rozpoczynał malować.